Wojna nie ma w sobie nic z kobiety - Swietłana Aleksijewicz
Tag:
Tytuł: Wojna nie ma w sobie nic z kobiety
Kolekcja:
Ocena:
Wydawnictwo:
Liczba stron: 352
Data wydania: 1985
Inne książki tej autorki:
Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości - Swietłana Aleksijewicz
Swietłana Aleksijewicz - Cynkowi chłopcy

Po lekturze dwóch książek Swietłany Aleksijewicz byłem przygotowany na wstrząsający reportaż, kolejne rozmowy z osobami, które przeżyły niewysłowione dramaty. Dlatego też “Wojna nie ma w sobie nic z kobiety” miała być ponownym spotkaniem z cierpieniem jednostki na tle dziejowego wydarzenia – tym razem II Wojny Światowej. Książka okazała się mocna, choć nie tak intensywnie emocjonalna jak dwie poprzednie.

Nic z kobiety – czy na pewno?

Tytuł książki Aleksijewicz jest trochę kontrowersyjny, bo z niektórych wypowiedzi wynika, że wojny nie powinno się utożsamiać głównie z mężczyznami, jak zwykle ma to miejsce. Wiele z opisywanych kobiet wręcz garnęło się do wojska, co w pewnym sensie mogłoby przeczyć tezie, że wojna nie ma w sobie nic z kobiety. Tak po prawdzie, to wojna nie ma w sobie nic z człowieka. A jednak nasza historia naznaczona jest tak wieloma zmaganiami wojennymi już od zarania dziejów.

Ma rację autorka, że o wojnie najczęściej mówiło bądź pisało się z, nazwijmy to, męskiego punktu widzenia. Ile dywizji, jaka broń, plany, strategie, ofensywy – teatr wojny rozpisany w szczegółach. W relacjach tych brakowało dramatu pojedynczego człowieka. Brakowało także emocjonalnych rozterek, utraconych nadziei, bólu umierania. Stąd właśnie Aleksijewicz zdecydowała się na to, by oddać głos kobietom i pozwolić im opowiedzieć o wojnie. O ich wojnie.

Zwycięstwo liczyło się bardziej niż nasze życie.

Kobiety służące w armii radzieckiej nie ograniczały się – jak wielu mogłoby pomyśleć – do roli sanitariuszek, pielęgniarek, kucharek czy szwaczek. Były strzelcami wyborowymi, operatorkami czołgów, saperami czy szeregowymi żołnierzami. Nie były one powoływane do wojska przymusowo, a wręcz same pisały prośby, by je przyjąć. Z ich wspomnień wynika, że nie wyobrażały sobie, by w tej wojnie nie uczestniczyć.

Wojna nie ma w sobie nic z kobiety - Swietłana Aleksijewicz - czytoholik

Niewypowiedziana prawda

To, co pisze Aleksijewicz momentami mocno porusza. Bo autorka przedstawia nieraz nieznany, a czasem przemilczany obraz wojny. Jeśli spojrzy się na opowieści kobiet walczących w oddziałach radziecki z dalszej perspektywy, pomijając kontekst historyczny, to obraz wyzierający z ich wspomnień wzrusza do głębi. Niestety, porzucenie odniesień do historii jest niemal niemożliwe, gdyż co rusz rozmówczynie Swietłany Aleksijewicz wspominają o “wyzwalaniu” kolejnych krajów, w tym Polski. Te fragmenty były dla mnie najtrudniejsze.

Nie potrafiłem wznieść się ponad moją jednoznacznie krytyczną ocenę tego “wyzwalania”. A te kobiety faktycznie wierzyły, że wojska radzieckie przynosiły kolejnym krajom wolność. Nie potrafiłem im współczuć. Zwłaszcza że bodaj tylko jedna z kobiet wspomina o tym, co robili radzieccy żołnierze na “wyzwolonych” ziemiach – gwałty, mordy, kradzieże. Ale, mimo wspomnienia o tym, rozmówczyni Aleksijewicz od razu przechodzi do obrony tych czynów, zrozumienia ich, złagodzenia. Obrzydliwe.

Dużo łatwiej było mi się wczuć w dramaty kobiet opisywane w “Cynkowych chłopcach“, bo tamta wojna była mi emocjonalnie obca, dlatego przedstawiała sprawę bardziej uniwersalnie. Natomiast w przypadku II Wojny Światowej Związek Radziecki jest dla mnie takim samym agresorem jak Niemcy. Nie widzę pomiędzy tymi dwoma totalitaryzmami większych różnic, jeśli chodzi o bestialstwo i żądzę władzy. A już przekonanie płynące z wypowiedzi niektórych kobiet, jakoby wojna rozpoczęła się w 1941 roku oburzało mnie do głębi. Bo one – bohaterki książki – wiodły sobie spokojne, niczym niezakłócane życie do czerwca 1941, gdy nagle wdarli się na ich ziemie Niemcy. Gdzie tym kobietom zniknęły dwa lata od uderzenia ZSRR na Polskę i zagrabienia połowy jej terytorium? Ale przecież to były kobiety radzieckie.

Człowiek radziecki – po raz kolejny

Właśnie. Uderza po raz kolejny mentalność człowieka radzieckiego. To, że ci ludzie wierzyli w komunizm, w Związek Radziecki, wreszcie w Stalina, o czym przyznaje wiele rozmówczyń Aleksijewicz. Część z nich nawet wielbiło towarzysza Stalina. Straszne. U niektórych z nich refleksja nie zaszła nawet po kilkudziesięciu latach. Nieliczne zrozumiały skalę terroru Stalina również na obywatelach swojego kraju.

W dodatku prawie każda z bohaterek książki uznawała prymat Związku Radzieckiego nad jednostką. Bo przecież homo sovieticus to człowiek niezdolny do samodzielnego myślenia, intelektualnie zniewolony. A udział w wojnie był nie tylko koniecznością – był obowiązkiem. To również przerażało.

Podsumowanie: Czy to holik?

czy to holik

Niezupełnie. “Wojna nie ma w sobie nic z kobiety” to mocna i momentami poruszająca pozycja z gatunku literatury faktu. Swietłana Aleksijewicz przeprowadziła setki rozmów z kobietami radzieckimi, które wzięły udział w II Wojnie Światowej. W ten sposób autorka sprowadziła wojnę do innego wymiaru – bardziej emocjonalnego, osobistego, bolesnego. Wojna w książce białoruskiej pisarki to nie analiza strategii, rodzaju wyposażenia i planów ofensyw. To wojna przedstawiona z punktu widzenia jednostki. Kobiety.

Niestety nie sposób nie wspomnieć o tym, że wiele rozmówczyń Aleksijewicz wypowiadało się w tonie pełnym zachwytu o “wyzwalaniu” kolejnych krajów przez Związek Radziecki. Zgodnie przemilczały jednak (poza jednym wyjątkiem), jak to rzekome wyzwalanie w rzeczywistości wyglądało i jak wielkim cierpieniem osób wyzwalanych było naznaczone. Autorka również do tego się nie odniosła, czego w książce bardzo mi zabrakło.

Ocena czytoholika: 4 / 5

Masz inne zdanie na temat tej książki? Podziel się nim w komentarzu 🙂



czytoholik

Człowiek wielu zainteresowań, pełen zapału i optymizmu. Prywatnie pasjonat nowych technologii, historii II Wojny Światowej oraz zapalony czytelnik kochający książki. Po godzinach zacięty gracz w squasha i futsal.