Osobom czytającym książki na czytnikach ebooków nie trzeba szerzej przedstawiać Legimi. To usługa zapewniająca dostęp do ponad 25 tysięcy książek w ramach abonamentu. Gdyby chcieć przeczytać wszystkie książki znajdujące się w bazie, to konieczny byłby eliksir na długowieczność 🙂 Tak bogata oferta powinna zadowolić nawet najbardziej wymagających, bo każdy powinien znaleźć w tym książkowym gąszczu coś dla siebie. Korzystać z Legimi można w różnych planach abonamentowych i na różnych urządzeniach (czytnik, telefon, tablet i komputer). To tak w skrócie.

W październiku ubiegłego roku i ja skusiłem na dołączenie do grona użytkowników Legimi. Właśnie mija 6 miesięcy od kiedy wykupiłem tam abonament. Czy była to słuszna decyzja? Czy Legimi to usługa, za którą warto płacić? Odpowiedzi i wrażenia z użytkowania tej wirtualnej biblioteki poniżej. Dla zwolennika ebooków usługa ta wydaje się być zdecydowanym hitem. Czy jednak na pewno? Jako użytkownik czytnika Kindle nie jestem aż takim entuzjastą Legimi. Dlaczego?

Wpis w pigułce

Szybkie streszczenie

Masz mało czasu na czytanie? Szanuję to, mi też czasami nie chce się czytać tego, co sam napisałem 😉 Dlatego tu szybki skrót tego, co szerzej rozwinięte jest poniżej:

  • dostęp do ponad 25 000 książek – rewelacja, jeśli lubisz czytać nowości, w tym przede wszystkim popularne kryminały, thrillery i powieści. Wtedy jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że znajdziesz oczekiwaną przez Ciebie książkę w bazie Legimi;
  • czytanie na 4 różnych urządzeniach – czytasz na czytniku? Świetnie. Ale zapomniałeś (-aś) wziąć go ze sobą, a akurat spędzasz 2h w poczekalni. Z kieszeni wyciągasz smartfona i kontynuujesz lekturę. Super. Czytanie przebiega całkiem dobrze, ale sama aplikacja (przynajmniej na androidzie) jest powolna i odrobinę toporna.
  • nie przywiązujesz się do książek? Legimi jest dla Ciebie. W ramach abonamentu płacisz za możliwość czytania książek z bazy. Nie stają się one Twoją własnością, gdy je wgrasz na czytnik i nie będzie z nich można korzystać, jeśli przestaniesz opłacać abonament.
  • umożliwienie korzystania także na Kindle – dla mnie moment przełomowy. Udostępnienie usługi na czytniki Amazonu wprowadziło Legimi na wyższy poziom. Wiele osób (w tym ja) właśnie wtedy wykupiło abonament. W końcu mogłem skorzystać z dobrodziejstw tej wirtualnej biblioteki.
  • limity na Kindle – niestety nie ma róży bez kolców. Dla użytkowników Kindle przewidziane są limity w tej czytelni bez limitów. Można miesięcznie wgrać 7 lub 10 książek w zależności od rodzaju abonamentu (ja mam opcję z siedmioma ebookami). Wciąż liczę na zwiększenie limitu. Ale większym problemem jest brak możliwości czytania na Kindle’u książek niektórych wydawnictw, pomimo tego, że są one w bazie Legimi i użytkownicy innych czytników mogą je czytać bez problemu.
  • dział supportu – miewasz czasem problemy z działaniem usługi? Dział pomocy rozwiąże Twoje kłopoty. Po czasie. Może. No, albo ich nie rozwiąże, nie wiadomo.
  • co dalej? Zostać z Legimi czy zrezygnować? Użytkownik Kindle otrzymuje nieco okrojoną wersję czytania bez limitu w Legimi, dlatego choć usługa wydaje się być rewelacyjna, to skierowana jest wciąż głównie dla osób posiadających czytniki inne niż urządzenie od Amazona.

Gdy pigułka nie wystarcza

Czytasz dalej? Świetnie, szanuję nawet bardziej. Gdy Legimi dopiero zdobywało rynek byłem zafascynowany ich pomysłem. Mieć dostęp do tysięcy (wtedy jeszcze poniżej 10 tys.) książek w cenie dwóch normalnych egzemplarzy? Brzmi jak spełnienie marzeń. Dlatego na próbę skorzystałem z oferty już jakieś 4 lata temu. W ramach promocji przeczytałem dwie książki na smartfonie. Usługa wtedy nie była jeszcze tak rozwinięta, ale mocno jej kibicowałem i zapamiętałem, by wrócić do niej w przyszłości.

Przyszłość nastąpiła, gdy stwierdziłem, że zakup czytnika jest całkiem dobrym pomysłem. Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Po długim namyśle wybór padł na Kindle i temat korzystania z Legimi upadł. Bowiem ta wirtualna biblioteka nie umożliwiała korzystania ze swoich usług na czytnikach Amazonu z powodu ich zamkniętego systemu. Mijał czas, ja coraz bardziej zakochiwałem się w e-czytaniu, a Legimi systematycznie rozwijało swój produkt z miesiąca na miesiąc. Wtem w sieci znalazłem informacje, że Legimi wchodzi na Kindle. Dla mnie był to przełom, wyczekiwałem dnia debiutu usługi na Kindle z wypiekami na twarzy. I tak oto jestem szczęśliwym (?) użytkownikiem czytelni Legimi. Czy usługa spełniła moje oczekiwania?

Legimi Czytoholik

Garść danych

W ciągu 6 miesięcy przeczytałem 8 książek z bazy Legimi. Wychodzi ponad jedna książka na miesiąc w cenie 19,99 zł w ramach Czytelni Legimi w Play. W tym czasie łącznie przeczytałem 24 książki. Czyli tylko 1/3 przeczytanych przeze mnie pozycji pochodziła z Legimi. Resztę musiałem zdobyć z innych księgarni, bibliotek albo od znajomych, choć zdarzało się że dana książka była dostępna w abonamencie, ale nie można było dodać jej na Kindle’a.

Na mojej wirtualnej półce aktualnie znajdują się 64 książki. 20 z nich pobrałem na urządzenie, a w przyszłości mam możliwość pobrać kolejnych 21 (w związku z narzuconym limitem siedmiu książek jakie można wgrać miesięczne na Kindle). Wygląda nieźle, bo wychodzi na to, że 2/3 książek jest dostępnych dla użytkowników czytników od Amazonu. Niestety wśród tych pozostałych jest wiele takich pozycji, które chciałbym przeczytać koniecznie (ot, choćby Lehane, Grzesiuk, Steinbeck, Zafon czy Martin). I ogarnia mnie delikatna niechęć, gdy wiem, że aby je przeczytać muszę poszukać ich w dobrej cenie na stronach innych księgarni. A przecież mam abonament w Legimi i książki te są na mojej półce… Ok, mógłbym przeczytać je na telefonie, ale czytanie na ekranach LCD to raczej wątpliwa przyjemność, na którą szkoda wzroku.

Legimi półka
Wycinek mojej półki na Legimi

Limity w usłudze bez limitu

Legimi reklamuje swą usługę w najwyższych abonamentach jako “bez limitu”. Niezupełnie dotyczy to jednak czytających ebooki na Kindle. Tam w zależności od wybranego planu można miesięcznie przeczytać 7 lub 10 książek. Wiem, że wielu osobom to się nie podoba. Mi to nie przeszkadza, bo nie przeczytałem chyba nigdy więcej niż 10 książek w miesiącu. Zaś Legimi w odpowiedzi zwraca zazwyczaj uwagę, że na pozostałych urządzeniach jest dostęp bez limitu. Ale kto czyta kilka/kilkanaście książek miesięcznie na telefonie albo tablecie? Jeśli Ci się to zdarza, to radzę Ci zapisać się już na zabieg do chirurga okulisty. Terminy na okulistyce sięgają kilka lat naprzód, będzie jak znalazł, gdy już dziś się zapiszesz 😛

Znacznie trudniej jednak zaakceptować mi ograniczenia w dostępie do ebooków niektórych wydawnictw. Legimi na swoim fanpage’u tłumaczyło to niezależnymi od nich decyzjami samych wydawnictw, ale tłumaczenie to mnie nie przekonuje. Widzę na swojej wirtualnej półce książki, które chcę przeczytać. Podłączam kabel, by zsynchronizować Kindle z komputerem i… nic, kapiszon. Książki na które ostrzyłem sobie zęby nie są dostępne dla czytających na czytnikach Amazonu. Czuję się wtedy klientem gorszej kategorii, bo chcąc tę książkę przeczytać mam 3 niewygodne dla siebie opcje: kupić w innej księgarni, kupić inny czytnik, przeczytać na smartfonie. A to nie tak miało być.

żródło: legimi.pl

Łyżka dziegciu… w stogu siana

Pamiętam, że gdy usługa debiutowała na Kindle’u, to byłem pełen oczekiwań. Wyczekiwałem dnia debiutu jak dzieci czekające na pierwszą gwiazdkę, by w końcu otworzyć prezenty. Czekało na mnie 25 000 książek! Co mogłoby pójść nie tak? Zapaliłem się mocno i z wielkim entuzjazmem podszedłem do korzystania z Legimi.  Pomyślałem: w końcu! Nie wiem jak to zrobili, bo przecież Kindle ma zamknięty system, ale ważne, że zrobili! Wykupiłem ją zaraz w pierwszym dniu i… klops (a może dziegieć? Przy okazji, co to w ogóle jest ten dziegć, dziegieć czy dziegciu?😉). Do wgrania książek na Kindle niezbędna jest dodatkowa aplikacja na komputer. Instalacja przebiegła bez problemu. Niestety po zainstalowaniu program nie rozpoznawał mojego urządzenia pomimo kilkunastu prób i ciągłego odświeżania Napisałem z prośbą o pomoc do supportu Legimi.

Ratunku! czyli dział supportu na pokładzie

Po dwóch dobach bez odpowiedzi zadzwoniłem na infolinię i tam otrzymałem odpowiedź, że skoro wysłałem maila, to mam czekać na odpowiedź, bo ktoś w końcu spojrzy na mój problem. Ok, rozumiem, pewnie w tamtym gorącym okresie było mnóstwo zgłoszeń. W międzyczasie zrezygnowałem z usługi na jednym numerze telefonu i podpiąłem ją do innego, który również użytkuję. To rozwiązało mój problem. Odpowiedź z supportu nadeszła po tygodniu. Tygodniu, w czasie którego przecież płaciłem za niedziałającą usługę. Ale ok, każdemu się może zdarzyć.

W ciągu tych 6 miesięcy jeszcze dwukrotnie kontaktowałem się z działem pomocy Legimi i odpowiedzi przychodziły po 48h. Niby niedługo, ale jedna z tych sytuacji nie była przyjemna. Otóż, pomimo upływu miesiąca nie miałem możliwości wgrania na czytnik kolejnych siedmiu książek. Odpowiedź z Legimi brzmiała: być może operator komórkowy nie przekazał nam informacji o twojej płatności. Sprawdzą problem. Niestety do rozwiązania sytuacji musiałem poczekać do następnego miesiąca, gdy odnowił się kolejny limit. Możliwość wgrania siedmiu książek przepadła bezpowrotnie. Dlatego też moja ocena kontaktu z Legimi jest niestety mało pozytywna.

Aplikacje na każdym urządzeniu

Legimi dostępne jest na każdym z najbardziej popularnych systemów (Windows,  Android, iOS). Daje to sporo możliwości. Ja jednak korzystam jedynie z aplikacji na telefony z zielonym robocikiem. Jak się korzysta? Cóż, jest ona dosyć toporna, wolna i potrafi nieraz zniechęcić do wyszukiwania książek i dodawania ich na własną półkę. Samo czytanie przebiega płynnie i szybko, ale o przyjemności z czytania na telefonie pisałem już wyżej. Raczej czytam tylko fragmenty, gdy nie mam przy sobie czytnika, a jestem zmuszony bezczynnie siedzieć.

Aplikacja na Windows 10? Cóż, jest. I to tyle co można o niej powiedzieć dobrego. Raz, że czytania na laptopie już w ogóle sobie nie wyobrażam, a dwa, że interfejs aplikacji na Win10 jest mało atrakcyjny, mówiąc oględnie. Dlatego większość działań związanych z obsługą mojej wirtualnej półki podejmuję z poziomu przeglądarki, bo jest to zdecydowanie najszybsza i najwygodniejsza z opcji. Do działania strony internetowej Legimi nie mam żadnych zarzutów.

Legimi

Zatem… Czy warto?

Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Jeśli jesteś posiadaczem Kindle’a i absolutnie nie masz zamiaru przesiadać się na inny czytnik, to w tym momencie nie do końca opłaca się inwestować w abonament. Jeśli jednak masz czytnik w pełni kompatybilny z Legimi lub dopiero zastanawiasz się nad zakupem czytnika i pasuje Ci Pocketbook, Inkbook lub Onyx Book, to jak najbardziej. Wtedy Legimi to świetna usługa pozwalająca na przeczytanie naprawdę sporej części książek, które mogą się znaleźć na orbicie Twoich zainteresowań.

Stoję teraz przed wyborem, który w najbliższym czasie musi zostać rozstrzygnięty. Jeśli zdecyduję się pozostać przy Kindle, to rezygnuję z abonamentu. Jeśli jednak coś mnie ostatecznie podkusi, by pozostać z Legimi, to kupię czytnik Pocketbook. Sam jeszcze nie wiem. Na jednym z moich ramion przysiadł malutki aniołek, który przemawia głosem rozsądku: nie wydawaj dodatkowej kasy na kolejny czytnik, przecież jeden ci wystarcza. Z kolei na przeciwległym ramieniu przykucnął mały diabełek, który szepcze: no kupuj, po co tu się zastanawiać? Którego głosu posłuchać? 😉

źródło: http://tvtropes.org

Zawsze pozostaje nadzieja, że oferta dostępna dla użytkowników Kindle zostanie rozbudowana, a właściwie zostanie dociągnięta do tego samego poziomu, który jest na czytnikach Pocketbook czy Inkbook. Wtedy moje problemy odpłyną w najdalsze zakamarki niepamięci. Ale to już zależy wyłącznie od samego Legimi. Ja trzymam za nich kciuki.

A ty? Korzystasz z abonamentu w Legimi? Jakie są Twoje odczucia? Podziel się, proszę Twoją opinią, jest dla mnie ważna. A może dopiero planujesz skorzystać z tej usługi? Może masz jakieś pytania, na które mógłbym Ci odpowiedzieć? Daj znać w komentarzu 🙂

Człowiek wielu zainteresowań, pełen zapału i optymizmu. Prywatnie pasjonat nowych technologii, historii II Wojny Światowej oraz zapalony czytelnik kochający książki. Po godzinach zacięty gracz w squasha i futsal.