Przedsiębiorstwo holokaust
Tytuł: Przedsiębiorstwo holokaust
Kolekcja:
Ocena:
Liczba stron: 201
Data wydania: 2000

Wydarzenia ostatnich tygodni, które odbiły się szerokim echem w polityce i mediach, nakłoniły mnie, by zdecydowanie wcześniej sięgnąć po "Przedsiębiorstwo holokaust" - książkę, do której przymierzałem się od dawna. Choć chciałem zapoznać się z jej treścią już lata temu, to wciąż jakoś nie miałem okazji. Jednak to, co zdarzyło się w relacjach polsko-żydowskich w ostatnich dniach zachęciło mnie, by dłużej już nie odkładać tej pozycji. A to, co pisze Norman Finkelstein może być dla wielu szokujące. Dla mnie natomiast jest smutnym potwierdzeniem tego, co czytałem już w wielu artykułach i wpisach.

Czy istnieje większa podłość niż używanie ludzkiej niewyobrażalnej tragedii do bogacenia się? Takie pytanie zrodziło się w mojej głowie już po lekturze książki Finkelsteina.  Druga myśl to ta: tego typu książkę mógł napisać jedynie Żyd. Przedstawiciel jakiekolwiek innej nacji zostałby zniszczony za napisanie wprost tego, co wielu wiedziało od lat. Trudno jednak Żydowi, którego rodzice przeszli przez koszmar getta oraz piekło obozów koncentracyjnych, zarzucić antysemityzm. Pomimo tego autora książki nazwano: „ekstremistą”, „szaleńcem” czy „odszczepieńcem”, a jego książkę: „wstrętną”, „dziwaczną”, „paranoiczną”, „odrażającą”, „przerażającą”, „obraźliwą”, „niedojrzałą”, „samozwańczą”, „arogancką”, „głupią”, „kołtuńską” i „fanatyczną”. Bynajmniej, książka nie jest ani wstrętna, ani przerażająca. Wstrętne i przerażające są natomiast historie i zachowania tych, których Finkelstein opisuje.

A opisuje przede wszystkim członków przeróżnych żydowskich organizacji, których rzekomym celem działania jest pomoc ocalałym z holokaustu oraz szerzenie wiedzy i kultywowanie pamięci o tej niewyobrażalnej zbrodni. Piszę "rzekomym celem", bo po lekturze "Przedsiębiorstwa holokaust" nie potrafię nie podać w wątpliwość motywacji tychże organizacji. Co gorsza, żonglują one na co dzień antysemityzmem, zarzucając go każdemu, kto wypowie choć jedno słowo przeciw polityce Izraela czy też amerykańskich Żydów. Nie liczą się fakty, prawda nie ma znaczenia. Żydzi, którzy tak ochoczo przymuszają inne kraje do rozliczania się ze swoją przeszłością mają oczy szeroko zamknięte na swoje występki. Pierwszy z brzegu to totalna pacyfikacja Palestyńczyków.

Ale to nie jedyna z ich nikczemności. Na najpoważniejszą w ostatnich dziesięcioleciach wyrasta właśnie "Przedsiębiorstwo holokaust". Zorganizowany system, na który składa się szereg organizacji, a których jedynym celem jest pozyskanie środków finansowych kosztem innych państw. Oficjalnie środki te mają być przeznaczone dla ocalałych z holokaustu. Niestety jak pokazuje Finkelstein prawda jest zgoła odmienna i niezwykle przykra. Genezę powstania tego pomysłu opisuje autor w pierwszym rozdziale swojej książki. Jest tam sporo odniesień do historii i początków powstania państwa Izrael w XX wieku.

W drugim rozdziale Norman Finkelstein opisuje m.in. proces utrwalania wyjątkowości cierpienia Żydów w trakcie II Wojny Światowej. Odnosi się on m.in. do książek opublikowanych przez osoby podające się za ocalałych z holokaustu. W tym m.in. do autora "Malowanego ptaka" - Jerzego Kosińskiego czy Binjamina Wilkomirskiego, autora "Fragments". Wilkomirski podając się za ocalałego Żyda opisał swoje tragiczne dzieciństwo, na które złożył się pobyt w Majdanku czy Auschwitz. Jak się jednak okazało po kilku latach od wydania książki, Binjamin Wilkomirski to zmyślone nazwisko, a człowiek ten nazywa się Bruno Dössekker i całą wojnę przeżył w Szwajcarii. Na dodatek nawet nie jest Żydem. Natomiast tak pisze Finkelstein o książce Kosińskiego:

Książka ta jest jakoby autobiograficzną relacją Kosińskiego o jego przeżyciach jako samotnego dziecka na polskiej wsi podczas II wojny światowej. W rzeczywistości, Kosiński mieszkał podczas wojny z rodzicami. Przewodnim motywem książki są sadystyczne seksualne tortury, którym poddawali go polscy chłopi. Recenzenci książki, którzy przeczytali ją przed wydaniem, wyśmiali ją jako „pornografię przemocy” i „wytwór umysłu opętanego sadomasochistyczną przemocą”. Kosiński zmyślił niemal wszystkie patologiczne epizody, które opisuje. Jego książka przedstawia polskich chłopów jako zapiekłych antysemitów. „Bić Żydów”, wrzeszczą. „Bić skurwysynów”. Tymczasem polscy chłopi przechowywali rodzinę Kosińskiego, choć doskonale wiedzieli, że są to Żydzi i że grożą za to straszne konsekwencje. Na łamach „New York Times Book Review” Elie Wiesel uznał Malowanego ptaka za ,jedno z najlepszych” oskarżeń ery hitlerowskiej, „napisane z wielką szczerością i wrażliwością”. Później Cynthia Ozick wyznała, że „natychmiast” rozpoznała autentyzm Kosińskiego jako „ocalałego Żyda i świadka holokaustu”. I jeszcze długo po tym, gdy Kosiński okazał się skończonym mistyfikatorem, Wiesel nie przestał wychwalać jego „wspaniałego dzieła”.

W trzecim rozdziale autor skupia się na procesie wymuszania odszkodowań od państw europejskich przez organizacje żydowskie. Techniki wywierania presji i szantażu opisane w książce pozwoliły organizacjom żydowskim na pozyskanie miliardów dolarów od Szwajcarii oraz Niemiec. Ok, trudno ubolewać nad Niemcami, jestem jak najdalej od tego. Za swą zbrodniczą działalność w trakcie II Wojny Światowej powinny ponieść pełną odpowiedzialność. Jednak sposób, w jaki przymuszono Szwajcarię do wypłacenie ponad miliarda dolarów odszkodowania za rzekome środki pozostające na uśpionych kontach bankowych, a należące przed laty do Żydów, budzi zdumienie. Szczegółowo opisał to Finkelstein obnażając przy tym zachłanność żydowskich organizacji:

Tymczasem „przedsiębiorstwo holokaust” zmusiło Szwajcarię do zawarcia porozumienia jakoby dlatego, że kluczową rolę odgrywał czas: „znajdujący się w potrzebie ocalali z holokaustu wymierają z dnia na dzień”. Jednak gdy Szwajcarzy wyasygnowali pieniądze, pośpiech przestał, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, odgrywać jakąkolwiek rolę. Po ponad roku od chwili zawarcia porozumienia nie powstał jeszcze nawet plan rozdziału pieniędzy. Do czasu, kiedy to nastąpi, wszyscy „znajdujący się w potrzebie ocalali z holokaustu” najprawdopodobniej umrą.

W innym miejscu pisze:

Pomimo troski o „znajdujących się w potrzebie ocalałych z holokaustu”, Światowy Kongres Żydów żąda prawie połowy szwajcarskich pieniędzy przeznaczonych dla żydowskich organizacji i na „edukację o holokauście”. Centrum Szymona Wiesenthala uważa, że jeśli „poważne” żydowskie organizacje dostają pieniądze, to „cześć z nich powinna zostać przeznaczona na żydowskie ośrodki edukacyjne”.

Co więcej szantaż, pomówienia, groźby, które skutkują w kontaktach z jednymi krajami zachęcają do pójścia o krok dalej. I jak pisze Finkelstein:

Atak na Szwajcarię i Niemcy to tylko preludium do wielkiego finału: potrząśnięcia Europą Wschodnią. Wraz z rozpadem bloku sowieckiego otworzyły się bowiem w tym byłym centrum europejskiego żydostwa kuszące perspektywy.

Pod świętoszkowatym płaszczykiem troski o „znajdujące się w potrzebie ofiary holokaustu”, „przedsiębiorstwo holokaust” dąży do wyłudzenia miliardów dolarów od i tak zubożałych państw tego regionu. (...) „Przedsiębiorstwo holokaust” uzurpuje sobie rolę wyłącznego prawowitego spadkobiercy wszystkich komunalnych i prywatnych majątków tych, którzy zginęli w czasie hitlerowskiego holokaustu. „Ustaliliśmy z rządem Izraela, że nie posiadające spadkobierców mienie powinno przypaść Światowej Organizacji d/s Restytucji Żydowskiego Mienia”, powiedział Edgar Bronfman kongresowej Komisji Bankowości.

Dążąc rzekomo do „promocji odrodzenia” żydowskiego życia w Polsce, Światowa Organizacja d/s Restytucji Żydowskiego Mienia żąda praw własności do ponad 6 tysięcy przedwojennych żydowskich obiektów komunalnych, w tym obecnie wykorzystywanych jako szkoły i szpitale. (...) Organizacja wysuwa również roszczenia wobec setek tysięcy parceli w Polsce, których wartość szacuje się na dziesiątki miliardów dolarów.

Te fragmenty rzucają nieco odmienne światło na wydarzenia ostatnich tygodni w Polsce. Czy faktycznie roszenia organizacji żydowskich są powodem kryzysu w relacjach polsko-izraelskich ostatnich tygodni? Nie wiem. Nie zmienia to jednak moich głęboko smutnych odczuć po lekturze książki "Przedsiębiorstwo holokaust". Bo z kart tej książki wynurza się obraz chciwych organizacji, które pod płaszczykiem troski o ofiary nieludzkich zbrodni wymuszają gigantyczne odszkodowania, które następnie wcale nie lądują na kontach faktycznie poszkodowanych. Zamiast tego nabijają kabzy różnych prezesów jeszcze różniejszych organizacji. Jest to niesamowicie przygnębiające. Czy faktycznie wygląda to tak jak opisuje to Finkelstein? Tego również nie wiem. Jednak wiele na to wskazuje i trudno się nie zgodzić z autorem "Przedsiębiorstwa holokaust" w jego diagnozie opisywanych sytuacji.

Dodatkowym atutem polskiego wydania książki jest krótki wywiad z Normanem Finkelsteinem zawarty w posłowiu. Odnosi się on w nim m.in. do książki "Sąsiedzi" autorstwa Jana Grossa. Poza tym w wywiadzie zawarty jest również ten interesujący fragment:

Moi przodkowie byli polskimi Żydami, w Polsce urodzili sie moi rodzice, mieszkali w Warszawie, ich ostatnim miejscem zamieszkania do 1943 roku, czyli do czasu przymusowego przeniesienia do getta, był ich własny dom przy ulicy Miłej, pod dziewiętnastym. Moja mama była absolwentką wydziału matematycznego Uniwersytetu Warszawskiego, ojciec zajmował sie interesami. Posiadali w Polsce jakieś sklepy, manufakturę, nieruchomości... W czasie wojny wszystko to stracili. Holokaust przeżyli, lecz z Polski wyemigrowali, ja już urodziłem sie w Stanach Zjednoczonych... Nigdy jeszcze w Polsce nie byłem.
‐ Czy Pan, Pańska rodzina, rościcie sobie pretensje do majątku pozostawionego w Polsce?
‐ Absolutnie nie...
‐ Dlaczego? Przecież to był wasz legalny majątek, Pan byłby jego spadkobiercą... Nieruchomość w centrum Warszawy to dzisiaj duże pieniądze.
‐ Takie roszczenia nie mają sensu. Większość majątku należącego niegdyś do mojej rodziny ulęgła w czasie wojny zniszczeniu. Wprawdzie po wojnie został on częściowo odtworzony, lecz myśmy w tej restauracji nie brali udziału. Trudno wiec ocenić nasz rzeczywisty w nim udział. Nie płaciliśmy podatków, nie konserwowaliśmy tego majątku... Sprawa uległa przedawnieniu... (...)
Ale ja tego nie chcę. Nie tylko ja, znakomita większość ofiar holokaustu nie zamierza ani doprowadzać Polski do gospodarczej ruiny, ani tym bardziej pozbawiać polskie dzieci przedszkoli, szkół czy parków? Bo do tego sprowadziłaby się restytucja naszego mienia.

Podsumowanie: Czy to holik?

Niezupełnie. Niewątpliwie to niezwykle interesująca pozycja, która przełamuje pewne tabu i wywołuje wiele kontrowersji. Pisząc o "Przedsiębiorstwie holokaust" autor naraził się wielu wpływowym i potężnym osobom oraz organizacjom. Jednak nie ugiął się i dlatego jego głos jest niezwykle ważny w ocenie dzisiejszych działań Izraela oraz wielu organizacji żydowskich. Zwłaszcza, że opisując wiele zdarzeń, wypowiedzi i faktów obnaża chciwość i podłość sporej grupy ludzi. Niestety momentami książka była nieco trudna do zrozumienia, a przesłanie Finkelsteina zbyt mocno przesiąknięte emocjami. Znacznie ciekawsze były fragmenty oparte wyłącznie na faktach, a nie opiniach autora. Na szczęście tych mniej przystępnych fragmentów było znacznie mniej niż tych wartościowych. Warto również podkreślić bardzo bogatą i obszerną bibliografię pełną przypisów i dopowiedzeń ze strony autora.

Ocena czytoholika: 4 / 5

czytoholik

Człowiek wielu zainteresowań, pełen zapału i optymizmu. Prywatnie pasjonat nowych technologii, historii II Wojny Światowej oraz zapalony czytelnik kochający książki. Po godzinach zacięty gracz w squasha i futsal.