I nie było już nikogo - Agatha Christie
Tytuł: I nie było już nikogo (Dziesięciu Murzynków)
Kolekcja:
Ocena:
Liczba stron: 220
Data wydania: 1939

Jako że uwielbiam powieści pełne zagadek i niespodzianek, to nie sposób było nie wrócić do królowej kryminału, czyli Agathy Christie. Moje pierwsze spotkanie z jej twórczością było umiarkowanie zadowalające, dlatego zdecydowałem się sięgnąć po kolejną książkę, by dać się porwać tej autorce na całego. I tak właśnie padło na "I nie było już nikogo".

Jeden z dziesięciu

Dziesięć zupełnie różnych osób otrzymuje list z zaproszeniem wysłanym przez pana bądź panią Owen. Gospodarze zapraszają swych gości w odwiedziny do wyjątkowego miejsca - na tajemniczą Wyspy Żołnierzyków. Wyspa ta owiana jest sławą, jako miejsce szczególne, które zostało zakupione przez bogaczy organizujących tam oryginalne imprezy. Wyspa często przechodziła z rąk do rąk i wśród okolicznych mieszkańców znana była jako miejsce należące zawsze do ludzi nietuzinkowych. Renoma tej krainy zachęciła wszystkich dziesięciu gości do przyjęcia zaproszenia. Choć zastanawiali się, czy właściwie znają państwa Owen i skąd to nagłe zaproszenie, to jednak chęć odwiedzenia niezwykłej wyspy była nieodparta.

W trakcie przeprawiania się na wyspę wszyscy uczestnicy zapoznali się ze sobą i ze zdziwieniem odkryli, że właściwie nikt z nich nie zna pana ani pani Owen. Jednak nie zamartwiając się tym szczególnie dobili do brzegu i zostali zakwaterowani w luksusowym budynku ze służbą. W swoich pokojach każdy ze znakomitych gości zauważył na ścianie zawieszony obraz z tekstem znanego wierszyka z dzieciństwa:

Raz dziesięciu żołnierzyków pyszny obiad zajadało.
Nagle jeden się zakrztusił – i dziewięciu pozostało.
Tych dziewięciu żołnierzyków tak wieczorem balowało,
Że aż rano jeden zaspał – ośmiu tylko pozostało.
Ośmiu dziarskich żołnierzyków po Devonie wędrowało.
Jeden zostać chciał na zawsze... No i właśnie tak się stało.
Siedmiu żołnierzyków zimą do kominka drwa rąbało.
Jeden zaciął się siekierą – sześciu tylko pozostało.
Pszczoła ukłuła jednego – i tylko w piątkę zostali.
Pięciu sprytnych żołnierzyków w prawie robić chce karierę.
Jeden już przymierzył togę – i zostało tylko czterech.
Czterech dzielnych żołnierzyków raz po morzu żeglowało.
Gdy wychynął śledź czerwony, zjadł jednego – trzech zostało.
Trójka miłych żołnierzyków Zoo sobie raz zwiedzała.
Gdy jednego ścisnął niedźwiedź, dwójka tylko pozostała.
Dwóch się w słonku wygrzewało pod błękitnym czystym niebem,
Ale słońce tak przypiekło, że pozostał tylko jeden.
A ten jeden, ten ostatni, tak się przejął dolą srogą,
Że aż z żalu się powiesił i nie było już nikogo.

Nie przeczuwali, że powyższy wierszyk nie jest jedynie niewinnym nawiązaniem do wyliczanki z dzieciństwa. Bowiem była to przepowiednia, której adresatami byli znajdujący się na wyspie goście. Przepowiednia, która zaczęła zbierać swoje żniwo...

Chylę czoła z uznaniem

Świetnie napisana mistrzowska intryga. Śledziłem z wielkim zainteresowaniem. Gdy spełniały się poszczególne elementy przepowiedni, typowałem, kto będzie następny. Przy tym ciągle próbowałem przewidzieć, kto jest mordercą i kim jest pan Owen, ale nie było opcji, bym zgadł 😉 Z każdą chwilą atmosfera gęstniała, rodziło się coraz więcej pytań, a odpowiedzi na najważniejsze z nich, jak nie było, tak... nie było 🙂 Christie pieczołowicie opracowała scenariusz, którego finału nie sposób przewidzieć. Wodziła czytelnika za nos aż do ostatniej strony.

I nie było już nikogo

Fabuła książki kojarzyła mi się ze znanym swego czasu programem rozrywkowym - "Agent". Także pośród gości znajdujących się na Wyspie Żołnierzyków przebywał taki właśnie agent. Próby trafnego wytypowania jego tożsamości przynosiły mi raz po raz sporo uciechy, bo gdy tylko na kogoś postawiłem, to od razu odpadał z gry. Choć "I nie było już nikogo" to dopiero druga książka autorstwa Christie, którą przeczytałem, to (mogę się mylić) jest w nich pewien schemat, ale zupełnie mi to nie przeszkadzało. Bo podobnie jak w "Morderstwie w Orient Expressie" tak i w historii o Wyspie Żołnierzyków akcja rozgrywa się w zamkniętym gronie osób przebywających na odludziu. I mogłoby się wydawać, że w ten sposób łatwo jest rozwiązać zagadkę i fabuła jest nudna, lecz myli się ten, kto tak pomyśli 😉

W paszczy politycznej poprawności

Osobny akapit chciałbym poświęcić tytułowi książki. Przez większość czasu powieść ta znana była w Polsce jako "Dziesięciu Murzynków" i jako taka właśnie zdobyła swój rozgłos i uznanie. Pod takim samym tytułem ("Ten Little Niggers") została napisana i wydana przez Agathę Christie, jednak dość szybko znalazły się osoby, które czuły się urażone wyliczanką o dziesięciu Murzynkach. Na rynek amerykański najpierw została wydana w wersji "Ten Little Indians", ale znów okazało się, że kogoś wyliczanka o Indianach może urazić. Tak wreszcie zmieniono tytuł na "I nie było już nikogo", a bohaterami wyliczanki stało się dziesięciu żołnierzyków. Uff, dobrze, że kombatanci, weterani wojenni i czynni wojskowi nie poczuli się urażeni 😉 Bo na co wtedy trzeba by zamienić ten tytuł?

Podsumowanie: Czy to holik?

Niewiele brakowało. "I nie było już nikogo" to świetnie napisany kryminał, w którym z każdą stroną rośnie napięcie. Trup ściele się gęsto, ale nie sposób napisać, by była to książka brutalna. Absolutnie. Za to bardzo wciągająca. Christie zbudowała misternie dopracowaną fabułę, której nie można nic zarzucić. Do samego końca czytelnik zastanawia się, kto jest tajemniczym mordercą, a po wyjaśnieniu zagadki kiwa głową ze zdumienia. Książka nie otrzymała najwyższej oceny tylko dlatego, że jest to dość krótka historia, która choć jest genialnie napisana, to nie zostanie ze mną na dłużej. Niemniej kryminalna rozrywka jaką zapewnia jest pierwszorzędna 🙂

Ocena czytoholika: 4,5 / 5

Masz inne zdanie na temat tej książki? Podziel się nim w komentarzu 🙂

czytoholik

Człowiek wielu zainteresowań, pełen zapału i optymizmu. Prywatnie pasjonat nowych technologii, historii II Wojny Światowej oraz zapalony czytelnik kochający książki. Po godzinach zacięty gracz w squasha i futsal.