„Get busy living or get busy dying”

Ellis Boyd „Red” Redding

 

Słowa wypowiedziane przez Ellisa Reddinga pochodzą z opowiadania „Skazani na Shawshank” autorstwa Stephena Kinga. Redding odsiadywał wyrok dożywocia za morderstwo. Przywykł do więziennego życia. Mało tego, stał się tam osobą niezbędną. Kimś, kto potrafi załatwić wszystko i to dla każdego. Nieważne, jakie zamówienie miał współwięzień, Red to załatwiał. Miał pozycję i przywykł do życia w więzieniu, gdzie wszystko ma swój porządek. Wtedy poznał Andy’ego Dufresne, który niemal natychmiast został jego przyjacielem. Życie Ellisa uległo pewnej zmianie, ale prawdziwe zmiany miały dopiero nadejść. Po 40 latach spędzonych za kratami, Red został warunkowo zwolniony i wyszedł na wolność w świat, którego nie znał. I którego chyba nawet niezupełnie chciał poznać. Właśnie niedługo po wyjściu na wolność wypowiedział te tak ważne dla mnie słowa.

Dosłowne ich tłumaczenie to: „zacznij żyć albo zacznij umierać” lub „zajmij się życiem albo umieraniem” i właśnie w taki sposób zostały przetłumaczone w polskim przekładzie opowiadania, które jest częścią cyklu „Cztery pory roku”:

Zastanawiam się, co powinienem zrobić.
Chociaż to niezbyt skomplikowane. Rzecz zawsze sprowadza się do dwóch możliwości.
Zacząć żyć lub zacząć umierać.

Ja jednak wolę nieco swobodniejsze tłumaczenie, które nawiązuje do słów piosenki legendarnego Boba Dylana pt. „It’s Alright, Ma (I’m Only Bleeding)”:

Proves to warn
That he not busy being born
Is busy dying.

Dlatego na potrzeby tego wpisu (a zwłaszcza na potrzeby swojej motywacji życiowej!) słowa Reda będą brzmieć odrobinę inaczej. A mianowicie:

„Kto nie jest zajęty życiem, zajęty jest umieraniem.”

 

Tak postawiona sentencja działa na mnie jak sok z gumijagód na sympatyczne niedźwiadki z wieczorynki z czasów mojego dzieciństwa. Słowa Reda dają jedynie dwie możliwości – albo poświęcasz się życiu, albo umierasz. Rozumiem przez to, że są dwa rodzaje aktywności człowieka: taka, która służy życiu, jego doskonaleniu, polepszaniu, wypełnianiu po brzegi; oraz taka, która zmierza jedynie ku śmierci. Jeżeli moje działania nie służą życiu, jego budowaniu, jego wzrostowi, to właściwie już nie żyję, a umieram. Niesamowita moc płynie dla mnie z tych słów. Moc, która budzi mnie, gdy popadam w marazm, rutynę, szarą codzienność.

Co zatem rozumiem przez służenie życiu?

Jest teoria, że istnieją jedynie dwie siły sprawcze we wszechświecie. Bynajmniej nie chodzi mi o jakieś Yin – Yang czy najbardziej narzucający się podział na dobro i zło. Zgodnie z tą teorią (pierwszy raz spotkałem się z nią słuchając wykładów Fabiana Błaszkiewicza) występują dwie nierównoważne siły: potężna miłość i jej kompletne przeciwieństwo: strach. Z tym że miłość niekoniecznie rozumiana jako romantyczny związek dwojga ludzi. Nie, miłość jako tworzenie, kreowanie wielkich i wspaniałych dzieł. Miłość jako życie, jego esencja. Przeciwieństwem zaś miłości nie jest nienawiść czy obojętność, bo podstawą destruktywnych zachowań pełnych nienawiści jest zawsze strach. Dlatego wracając do cytatu Reda, ten kto nie poświęca się życiu wypełniającemu się poprzez miłość, czyli tworzenie wyjątkowych dzieł w swoim życiu, ten jest niewolnikiem lęku, który przenika jego wnętrze uniemożliwiając życie w pełni. A to ostatecznie sprowadza się do umierania za życia.

Każde podejmowane przez człowieka działanie jest swego rodzaju dziełem. Zgodnie z teorią opisaną powyżej, można wyróżnić trzy rodzaje dzieł: dobre, złe i wielkie. Jak się nad tym zastanawiam, to czuję, że faktycznie tak jest. Tak w skrócie: co zatem jest dobrym dziełem? Przykładowo pomoc drugiemu człowiekowi, który o tę pomoc prosi. Albo: zdrowe odżywianie i poświęcanie czasu na odpoczynek. Czyli to wszystko, co Cię buduje jako człowieka. Co jest złym dziełem? Wszystko to, co Cię nie buduje. Najprostszym przykładem jest chyba zbyt długie przesiadywanie przed telewizorem. Ani nie sprawia to satysfakcji, ani nie niesie odpoczynku. A zabiera czas – najcenniejszą rzecz, jaką w życiu mamy. A czym jest wielkie dzieło? Tym, co gra w Twoim sercu. Tym, co sprawia, że prawdziwie zajmujesz się życiem.

O cyklu
Cykl „Bohater mówi:” to seria wpisów będących moimi przemyśleniami pod wpływem lektury wybranych książek. A właściwie, by być bardziej dosłownym, po usłyszeniu słów wyjątkowych bohaterów literackich, których twierdzenia mocno trafiły mi do serca. Na pierwszy ogień poszły słowa wypowiedziane przez Dona Corleone. Możesz poczytać o tym tutaj.
Teraz czas na inne słowa, które głęboką zapadły mi w pamięć. Te wypowiedziane przez Ellisa Reddinga ze „Skazanych na Shawshank”. Kolejne będę publikował w następnych tygodniach. Mam nadzieję, że wpisy te przypadną Ci do gustu 🙂
Będzie mi miło, jeśli po przeczytaniu podzielisz się Twoimi refleksjami dotyczącymi wybranego przeze mnie cytatu oraz tego, co sam napisałem. Twoja opinia jest cenna i wiele dla mnie znaczy 🙂

Co to znaczy być zajętym życiem?

Pewnie masz jakieś marzenia, prawda? Ja też mam. Ich realizacja to najlepszy przykład bycia zajętym życiem. Przychodzą Ci do głowy szalone pomysły, by np. założyć nowy biznes? Myślisz o tym intensywnie całymi dniami, planujesz, wyobrażasz sobie jak byłoby wspaniale zacząć to robić. A potem pojawia się lęk i pełne zwątpienia zniechęcające myśli: nie dam rady, a co jeśli się nie uda, daj spokój, po co się wychylać. Z czasem ulegasz tym myślom, zapał przemija, a niewykorzystana okazja przepada na zawsze. To najlepszy przykład, gdy lęk zwycięża, a Ty (i ja!) nie zajmujesz się życiem, czyli coś w Tobie umiera. Zdarzyło Ci się coś takiego? Mi niestety nie raz i nie dwa. Żałuję niewykorzystanych szans i niezrealizowania możliwości, przed którymi postawiło mnie życie. Ale nie rozpamiętuję tego żalu. Próbuję raczej potraktować to jako lekcję, by gdy pojawi się kolejna szansa, tym razem nie wymięknąć.

Podobnie rzecz się miała z tym blogiem. Pomysł, by stworzyć stronę czytoholik.pl i zacząć pisać o książkach pojawił się w mojej głowie pierwszy raz już pod koniec 2013 roku. Dlaczego zwlekałem z tym aż do początku 2017? Patrz akapit wyżej. Ale przyszedł dzień, w którym powiedziałem zwątpieniom: dość. I zacząłem realizować jedno z tych drobnych marzeń, które ostatecznie składają się na fascynujące życie. Zacząłem pisać, sprawia mi to frajdę i robię to już 1,5 roku, choć z różnym skutkiem i czasem znów pojawia się zniechęcenie. Ale wtedy przypominam sobie słowa Reda i wiem, że zniechęcenie nie ma szans, tak jak pragnienie w reklamie Sprite’a. Bo zniechęcenie oznacza śmierć. A ja chcę być zajęty życiem, a nie umieraniem.

Lubię wracać do „Skazanych na Shawshank” zarówno w postaci opowiadania Stephena Kinga, jak i wersji filmowej w reżyserii Franka Darabonta (ta wersja jest chyba nawet lepsza). Ta historia to prawdziwe arcydzieło, które każdorazowo przemienia moje myślenie. Sprawia, że wracam na właściwe tory. Patrząc na niezłomność Andy’ego – głównego bohatera niesłusznie skazanego na dożywocie, podziwiam jego hart ducha. Gdy obserwuję przyjaciela Andy’ego – Reda, widzę człowieka, który w każdej sytuacji potrafi zachować pogodę ducha. A te dwie cechy są szalenie potrzebne, by żyć pełnią życia. By poświęcić się temu, co naprawdę ważne. Co sprawia, że życie ma sens.

Na koniec, niejako w gratisie, inny wartościowy cytat z tego opowiadania Kinga. Te słowa też lubię 🙂

Nadzieja to wspaniała rzecz… może najlepsza na świecie. A dobre rzeczy nigdy nie umierają.

 

 

Człowiek wielu zainteresowań, pełen zapału i optymizmu. Prywatnie pasjonat nowych technologii, historii II Wojny Światowej oraz zapalony czytelnik kochający książki. Po godzinach zacięty gracz w squasha i futsal.