Stowarzyszenie umarłych poetów - Nancy KleinbaumTytuł: Stowarzyszenie umarłych poetów
Autor: Nancy H. Kleinbaum
Kolekcja:
Strony: 160

To niesamowita historia. Momentami wzrusza, momentami bawi, ale cały czas uczy. Stowarzyszenie umarłych poetów to przepiękna opowieść, która zapada w pamięć na długie lata. Tak było w moim przypadku, gdy kilkanaście lat temu zobaczyłem film pod tym tytułem. Dlatego tym większe było moje zdziwienie, gdy znalazłem książkę Nancy Kleinbaum. Od razu z radością i wyczekiwaniem po nią sięgnąłem.

Pierwsze zaskoczenie dotyczyło objętości książki, bowiem liczy ona sobie jedynie 160 stron. Jednak coraz bardziej zdumiony byłem podczas czytania. Z każdą chwilą zauważałem, że w książce zawarta jest identyczna treść jak w filmie i to w stosunku 1:1. Tym sposobem dotarłem do informacji, która jest największą wadą powieści autorstwa Nancy Kleinbaum - otóż jest ona napisana na podstawie filmu. "Na podstawie" to jednak powiedziane za mało. To ubranie filmu w słowa i przepisanie ich w formie książki, to po prostu kserokopia scenariusza. Czy umniejsza to wyjątkowość tej historii? Nie, pozostawia jedynie niedosyt. Stowarzyszenie umarłych poetów autorstwa N. Kleinbaum, to dzieło wyjątkowe, choć mogłoby być lepsze, gdyby autorka dodała coś od siebie do historii znanej z ekranów telewizyjnych.

Co w tej powieści jest najbardziej charakterystyczne? To książka o walce jednostki z systemem. O walce nierównej, o nieustannym dławieniu indywidualności. Czy naprawdę trzeba zabić duszę i zniszczyć marzenia, by osiągnąć życiowy sukces? Odpowiedź jest prosta: nie. Tego uczy John Keating - niesamowity inspirator i motywator, który podejmuje walkę z bezdusznym system opartym na wieloletniej tradycji ("Na proporcach widniały wyszyte złotą nicią słowa: „TRADYCJA”, „HONOR”, „DYSCYPLINA”, „DOSKONAŁOŚĆ”). Swoją postawą zaraża grupę uczniów elitarnej szkoły średniej. Wlewa w ich serca pasję, odwagę do budzenia marzeń i ich realizacji, uczy, że życie jest ulotne, dlatego należy robić to, co się kocha.

"Chwytaj dzień" - to hasło przewodnie członków tajnego Stowarzyszenia umarłych poetów. Hasło tak znane, a tak rzadko stosowane. Pod wpływem zachęty charyzmatycznego nauczyciela, uczniowie zaczynają wdrażać tę zasadę w swą codzienność. Decyzja ta niezwykle mocno wpłynie na ich życie.

Kilka fragmentów:

Uwaga spoiler!

Ilu z nich udało się dokonać choć odrobinę z tego, do czego byli zdolni — zanim zorientowali się, że jest już za późno? Czy w pogoni za wszechwładnym bogiem sukcesu... nie pogubili swoich chłopięcych marzeń? Trzeba wam wiedzieć, że większość z tych dżentelmenów użyźnia teraz ziemię pod cmentarnymi żonkilami!

Carpe diem — wyszeptał Keating niskim głosem. — Chwytajcie dzień. Uczyńcie wasze życie niezwykłym.

Neil otworzył książkę, którą zostawił dla niego Keating, i zaczął czytać. — Poszedłem do lasu, wybrałem bowiem życie świadome, — Opuścił kilka następnych linijek tekstu. — Chcę żyć pełnią życia, chcę wyssać wszystkie soki życia. — Popieram, popieram — wtrącił Charlie. — By zgromić wszystko to, co życiem nie jest — kontynuował Neil, znowu opuszczając parę wersów. — By nie odkryć tuż przed śmiercią, że nie umiałem żyć.

Nagle Keating wskoczył na swoje biurko i powiódł okiem po klasie. — Dlaczego tu stanąłem? — zapytał. — Żeby być wyższym? — zasugerował Charlie. — Stanąłem tu, by przypomnieć samemu sobie, iż ciągle powinniśmy zmuszać się do innego patrzenia na świat. Stąd wszystko wygląda inaczej. Zapewniam was. Jeśli nie wierzycie, stańcie tu sami. No, proszę. Każdy po kolei.

Ale poezja w życiu musi być obecna i musimy zatrzymać się na tę jedną sekundę, by móc ją dostrzec, nawet w najprostszych i najbardziej banalnych zdarzeniach. W przeciwnym razie zmarnujemy wiele dobra, którym życie nas obdarowało.

Nasza ocena: Czy to holik?

Cóż, połowicznie. Historia zawarta w Stowarzyszeniu umarłych poetów jest nadzwyczajna, odciska trwałe piętno w tym, kto ją poznał, zachęca do zmiany życia, do podjęcia nowych wyzwań, budzi do działania. Jednak nie sposób pozbyć się czytelnikowi poczucia niedosytu, czy wręcz żalu, że książka jest jedynie wierną, a właściwie idealną, kopią filmowego pierwowzoru.

Wszystkim tym, którzy nie oglądali filmu, zdecydowanie najpierw polecam film. Tych, którzy już widzieli, zachęcam do odświeżenia sobie tej historii pod postacią książki Nancy Kleinbaum. Tak, właśnie w takiej kolejności.

 

Ocena czytoholika: 4,5 / 5

 

Masz inne zdanie na temat tej książki? Podziel się nim w komentarzu 🙂

Człowiek wielu zainteresowań, pełen zapału i optymizmu. Prywatnie pasjonat nowych technologii, historii II Wojny Światowej oraz zapalony czytelnik kochający książki. Po godzinach zacięty gracz w squasha i futsal.
  • Martyna A. Pilarczyk

    Kiedyś moja nauczycielka mówiła o tej książce jako o klasyku, który trzeba przeczytać.
    Do tej pory tego nie zrobiłam, ale gdy tylko nadarzy się ku temu okazja na pewno to przeczytam.

    Pozdrawiam cieplutko :*
    M.

    martynapiorowieczne.blogspot.com

    • Gorąco zachęcam, bo naprawdę warto 🙂 Zwłaszcza, że jest bardzo krótka i po brzegi wypełniona wartościową treścią. Ewentualnie polecam najpierw obejrzeć film z Robinem Williamsem – świetny!

  • Widziałam film lata świetlne temu i byłam pod wrażeniem. Po przeczytaniu Twojej recenzji postanowiłam się zapoznać z książką 🙂

    • Cieszę się, że chcesz sięgnąć po “Stowarzyszenie…” w wersji papierowej. Zachęcam, bo warto przypomnieć sobie wartościowe treści, które ze sobą niesie 🙂