Kiedyś byliśmy braćmi - Ronald H. Balson
Tytuł: Kiedyś byliśmy braćmi
Kolekcja:
Ocena:
Liczba stron: 496
Data wydania: 2014

Usiadłem późnym wieczorem z nastawieniem, by zacząć nową książkę i pomyślałem: tylko zerknę na kilka stron, by przekonać się jaka jest. Tych kilka stron wystarczyło, by przekonać się, że "Kiedyś byliśmy braćmi" to będzie TO. Ronald H. Balson napisał książkę, która od samego początku wciąga i nie pozwala się odłożyć na dłuższą chwilę. Przeczytałem ją niemal jednym tchem. No, dwoma tchami 😉 Znaczy się w ciągu dwóch posiedzeń.

"Kiedyś byliśmy braćmi" to opowieść o dwójce przyjaciół, których losy wskutek II Wojny Światowej wchodzą na całkowicie przeciwne tory. To historia braterskiej przyjaźni, która przerodziła się w zdradę. To wreszcie historia o poszukiwaniu sprawiedliwości, o dążeniu do tego, by prawda zatryumfowała nawet mimo upływu kilkudziesięciu lat. To także opowieść o prawdziwej miłości, której nie pokona nawet śmierć.

Znowu jesteśmy razem, tak jak wtedy, kiedy byliśmy dziećmi. Pewnie nie myślałeś, że się jeszcze spotkamy.

Powieść zaczyna się od mocnego uderzenia - ponad 80-letni spokojny staruszek, Ben Solomon bierze broń, by na balu charytatywnym przyłożyć lufę do głowy multimilionerowi, znanemu z hojnych datków na cele dobroczynne. Jednak to nie jego czyn budzi największe kontrowersje. To słowa zarzutów pod adresem owego milionera, Elliota Rosenzweiga, budzą największe zdziwienie. Solomon bowiem oskarża go o to, że tak naprawdę nazywa się Otto Piatek i jest niemieckim nazistą odpowiedzialnym za okrutne wymordowanie tysięcy ludzi. Czy możliwe jest, by znany filantrop i szanowany obywatel Chicago miał aż tak ponurą przeszłość? A może to jedynie pomyłka i zwidy niedołężnego starca?

Kiedyś byliśmy braćmi - Ronald Balson

Do kancelarii, w której pracuje Catherine Lockhart trafia sprawa jakiej jeszcze nie miała. Na prośbę swojego przyjaciela prawniczka zgadza się wysłuchać historii Bena Solomona, znanego z desperackiego ataku ma największą osobistość Chicago. A historia ta to długa opowieść o życiu w przedwojennej Polsce, z której Solomon pochodzi. To opowieść o normalnym życiu, które zostaje brutalnie przerwane bestialskim okrucieństwem bezsensownej wojny. Początkowo Catherine nie chce się zgodzić, by reprezentować Bena, ale poznając coraz więcej szczegółów z jego życia w Zamościu, jej upór kruszeje.

Catherine pokręciła głową. – Ten sam Otto, który potem… – Kiedyś byliśmy braćmi – powiedział ze smutkiem Ben.

Główna bohaterka jest jakby żywcem wyciągnięta z powieści Johna Grishama. I to z tych najlepszych 😉 Podejmuje zadanie nie do wykonania, sama przeciw wszystkim. W imię prawdy, sprawiedliwości oraz swoich ideałów. Ronald Balson wykreował postacie z dość jednolitym podziałem na tych dobrych i na tych złych. Niemal od razu zapałałem sympatią do tych pierwszych i z uwagą śledziłem ich losy. Właściwie poza Catherine, która przechodzi jedynie drobną metamorfozę, jest tylko jedna postać, którą po lekturze książki ciężko sklasyfikować jako pozytywną czy wręcz odwrotnie. Ale tożsamości tej tajemniczej bohaterki nie zdradzę, bo motyw z jej udziałem był dla mnie największym zaskoczeniem w książce.

Główny wątek powieści pełen jest retrospekcji i powrotów do czasów młodości Bena. Autor wiernie opisał wydarzenia rozgrywające się w Polsce przed i w trakcie II Wojny Światowej. Świetnie oddał klimat przedwojennego Zamościa. Sposób w jakim napisał "Kiedyś byliśmy braćmi" wywołuje ciekawość czytelnika, a przy tym wskazuje wiele faktów historycznych, które dla osób spoza Polski mogą być zaskoczeniem. I za to dodatkowy, duży plus dla Balsona.

Podsumowanie: Czy to holik?

Prawie. "Kiedyś byliśmy braćmi" to świetna powieść, którą czyta się z zapartym tchem i ciągle rodzącym się w głowie pytaniem o to, co będzie dalej. Pomimo tego, że nie jest to książka historyczna, to Ronald Balson wyjątkowo umiejętnie oddał klimat przedwojennej Polski, a potem dość szczegółowo opisał dramat wojennych przeżyć ludności cywilnej w okupowanej Polsce. Książkę czytałem z wielkim zainteresowaniem i właściwie jedynym minusem było momentami zbytnie wyidealizowanie postaci Bena Solomona, którego losy chwilami wydawały się nieco oderwane od realiów. Niemniej zdecydowanie polecam tę książkę, bo to jedna z tych powieści, która może dostarczyć sporej ilości wzruszeń.

 

Ocena czytoholika: 4,5 / 5

Masz inne zdanie na temat tej książki? Podziel się nim w komentarzu 🙂