Heroiczne przywództwo - Chris Lowney
Tytuł: Heroiczne przywództwo. Tajemnice sukcesu firmy istniejącej ponad 450 lat
Kolekcja:
Ocena:
Wydawnictwo:
Liczba stron: 328
Data wydania: 2003

„Heroiczne przywództwo” Chrisa Lowneya to książka, którą chciałem przeczytać już od dawna. Przez co najmniej rok czekała na półce, by wreszcie przyszła na nią kolej. Tematyka przywództwa, a zwłaszcza jego charyzmatycznej czy wizjonerskiej odmiany, interesuje mnie od lat. Właśnie dzięki tym zainteresowaniom natrafiłem na książkę o Towarzystwie Jezusowym, które w szybkim tempie rozrosło się do kilku tysięcy członków i przetrwało ponad 450 lat.

Lowney na samym początku zaznaczył dwie rzeczy – po pierwsze: nie jest to książka religijna. Po drugie: przyrównał zakon jezuitów do korporacji i tego właśnie terminu trzymał się przez całą książkę. Skąd wziął się pomysł na opisanie organizacji jezuitów i postawieniu ich jako przykładu do heroicznego przywództwa? Otóż autor książki przez 7 lat był w nowicjacie u jezuitów, a następnie przez szereg lat był dyrektorem zarządzającym w różnych oddziałach JP Morgan – niezwykle liczącej się firmie inwestycyjnej na całym świecie. Można więc założyć, że wie, co mówi i ma pojęcie o tym, czym jest przywództwo.

Jezuici unikali efekciarskiego stylu przywództwa, żeby móc się skupić na wyrabianiu czterech wyjątkowych cech stanowiących jego istotę: • samoświadomości, • pomysłowości, • miłości, • heroizmu.

Po wstępnym wyjaśnieniu powodów, dla których Lowney napisał tę książkę i przyrównał Towarzystwo Jezusowe do korporacji, następuje zarys początków powstania zakonu. Poczynając od krótkiego opisu życia Ignacego Loyoli, przez decyzję o założeniu kompanii, aż do formalnego powołania zakonu. W dalszej części książki znaleźć można przykłady wielu jezuitów, którzy wykazując się niezwykłą śmiałością i pomysłowością wyruszali na nieodkryte dla białego człowieka lądy, czy to w Ameryce, w Indiach, czy Chinach. Każdorazowo przykłady te odnoszone są do funkcjonowania dzisiejszych menedżerów i korporacji.

Na szczęście „Heroiczne przywództwo” nie stanowi jedynie opisu historii zakonu jezuitów. Lowney dzieli się dziesiątkami własnych, głęboko przemyślanych spostrzeżeń na temat przywództwa i jego roli w życiu człowieka, zarówno w wieku XVI jak i XXI. Każde z tych spostrzeżeń oparte jest o wiedzę autora, którą wyniósł zarówno z przebywania wśród jezuitów, jak i pośród największych biznesmenów światowych korporacji. W przemyślenia te Lowney wplata także wiele fragmentów z uznanych i cenionych pozycji o przywództwie, wizjonerskich organizacjach czy inteligencji emocjonalnej.

Podejście jezuickie patrzy na przywództwo przez zupełnie inny pryzmat, w którym ukazuje się ono w całkowicie odmiennym świetle, z czterema zauważalnymi różnicami: • Wszyscy jesteśmy przywódcami i przewodzimy cały czas, lepiej lub gorzej. • Przywództwo pochodzi z wewnątrz. Wiąże się zarówno z tym, kim jestem, jak i z tym, co robię. • Przywództwo nie jest działaniem. Jest moim życiem i sposobem życia. • Zadanie stawania się przywódcą nie może zostać nigdy wypełnione, ponieważ jest to niekończący się proces.

I choć wydawałoby się, że książka ta idealnie trafi w moje gusta, to jednak mam spory problem z jej oceną. Z jednej strony znaleźć w niej można sporo bardzo ciekawych cytatów, prawdziwych perełek, które zmuszają do myślenia i mogą przyczynić się do silnego przewartościowania życia. Z drugiej jednak strony trochę się męczyłem w trakcie czytania, które zajęło mi prawie miesiąc. W międzyczasie odskoczyłem do dwóch innych książek, by się trochę oderwać od tej napisanej przez Lowneya. Bo nie była to dla mnie porywająca lektura, z którą nie chciałbym się rozstawać. Napiszę więcej: chwilami robiłem wszystko, by tylko nie sięgnąć kolejny raz po tę książkę. A jednak to właśnie w niej zaznaczyłem chyba najwięcej fragmentów na moim Kindle. Ot, taki paradoks.

Momentami odnosiłem wrażenie, że autor nie do końca przemyślał sobie to, co chciał napisać. Bo do końca nie byłem pewien, czy to jest poradnik o byciu liderem i o wizjonerskich organizacjach czy jednak bardziej historia zakonu jezuitów. Lowney połączył jedno z drugim, ale połączenie to nie zawsze się ze sobą komponowało. Poza tym dość często czułem, że autor się powtarza. Może był to celowy zabieg, by dane treści mocniej wybrzmiały i lepiej utrwaliły się w świadomości czytelnika. Jednak mnie te powtórzenia dość mocno nużyły.

Poniżej dołączam całkiem obszerną listę cytatów, które mogą dać Ci przedsmak tego, co zawarte jest w książce. Kliknij, bo mimo wszystko warto 🙂

Uwaga spoiler!

Najistotniejszym narzędziem przywódcy jest raczej to, kim on sam jest: osobą, która rozumie, co stanowi dla niej wartość, i wie, czego chce; która jest zakotwiczona w pewnych zasadach; która staje w obliczu świata z niezmiennym światopoglądem.

Jeżeli wszelkie przywództwo jest przede wszystkim autoprzywództwem, które wypływa z osobistych przekonań i postaw, to każdy musi najpierw podjąć decyzję dotyczącą osobistej spuścizny, jaką chce po sobie zostawić.

Tylko osoba świadoma, czego chce, może za tym energicznie podążać oraz inspirować do tego samego innych. Tylko ci, którzy nazwali swoje słabości, mogą je pokonać.

Przywódcy wyobrażają sobie porywającą przyszłość i starają się nadać jej kształt, zamiast siedzieć, obserwując, jak przyszłość rozgrywa się wokół nich.

W jaki sposób jezuici stworzyli najlepiej prosperującą religijną korporację w historii? W jaki sposób jednostki stają się przywódcami dzisiaj? Poznając samych siebie. Wprowadzając innowacje, dzięki którym można ogarnąć zmieniający się świat. Kochając siebie i innych. Mierząc wysoko.

Tak naprawdę kariery wykolejają się, ponieważ pracownicy rzadko kiedy rozumieją swoje słabości i nie potrafią sobie z nimi poradzić. Te słabości wiążą się z podejmowaniem ryzyka, zarządzaniem, budowaniem relacji z innymi, dokonywaniem ocen. Innymi słowy, z wszelkimi menedżerskimi zdolnościami oraz odwagą, a te z kolei rodzą się w dojrzałej samoświadomości. Nigdy nie nabywają również umiejętności uczenia się w biegu, nieustannego przetwarzania nowych informacji i korygowania kursu.

Nie bez powodu Loyola nazwał je „ćwiczeniami duchownymi”. Były to działania, a nie reguły, które należałoby tylko przeczytać i zapamiętać: „Albowiem jak przechadzka, marsz i bieg są ćwiczeniami cielesnymi, tak ćwiczeniami duchownymi nazywa się wszelkie sposoby przygotowania i usposobienia duszy do usunięcia wszystkich uczuć nieuporządkowanych”.

Wróg nie ma szans z nikim, kto „uporządkował” samego siebie. Ale jak to zrobić? Przede wszystkim należy zmierzyć się ze swoimi słabościami („nieuporządkowanymi poruszeniami”). Już owo samoodkrywanie zmusza podstępnego, ale i tchórzliwego wroga ludzkiej natury do ucieczki, ponieważ jest on jak „fałszywy kochanek”, który najbardziej obawia się wyciągnięcia na światło dzienne jego nikczemnych postępków.

Współczesna kultura w większości przypadków stawia w miejsce „Szatana” całe mnóstwo osobowościowych, psychologicznych i społecznych demonów, które mają tłumaczyć nasze złe uczynki. Te demony to: nałogi, słabości, media, pozbawione miłości dzieciństwo, pech, presja rówieśników, chciwość, pragnienie sukcesu, narcyzm, rozwiązłe obyczaje społeczne, głupi szefowie itd., itp. Jednak niezależnie od tego, czy jest personifikowany (jako Szatan), psychologizowany czy też wyjaśniany w inny sposób – „wróg ludzkiej natury” naprawdę istnieje.

Jakkolwiek by na to patrzeć, podstawową prawdą o człowieku jest to, że nikomu nie udaje się wykorzystać w 100% własnego potencjału.

Uznanie siebie za osobę kochaną, obdarzoną wyjątkową godnością i potencjałem, bezwarunkowo wpływa na sposób, w jaki nowicjusz zaczyna żyć swoim życiem. Zaszczepia mu ono pragnienie maksymalnego wykorzystania swych darów i niemarnowania ich w wyniku lenistwa, samookaleczenia, niewystarczającej pewności siebie lub obrania bezcelowej ścieżki życiowej.

To jest właśnie przywództwo napędzane miłością: wizja, która pozwala ujrzeć w każdej osobie talent, potencjał oraz godność.

Innymi słowy, Loyola mówił: najpierw spójrz na siebie, potem zważ na innych. Nikt nie postrzega innych właściwie, nie osiągnąwszy uprzednio zdrowego oglądu siebie samego.

Jezuita Pedro Ribadeneira tak opisywał styl menedżerski Loyoli: „Tych, którzy byli w cnotach jeszcze dziećmi, Ignacy poił mlekiem; bardziej zaawansowanym dawał chleb ze skórką; tych zbliżających się do doskonałości traktował jeszcze surowiej, by zmusić ich do biegu z maksymalną prędkością w kierunku perfekcji”

Ci, którzy wiedzą, dokąd zmierzają, oraz jakie wartości nie podlegają dla nich dyskusji, mają w sobie tyle wyzwalającej energii, by podjąć śmiałe, a nawet radykalne eksperymenty. Natomiast ci, którzy nie rozpoznali ważnych dla siebie wartości i celów, przypominają źle skalibrowane działa – może i mają niezłą siłę rażenia, ale żadnych precyzyjnych trafień. Innymi słowy, sparaliżowani niezdecydowaniem na każdym rozwidleniu drogi tak bardzo obawiają się ryzyka, że wybierają tylko dobrze ubite ścieżki i w rezultacie nie realizują swojego potencjału.

Podsumowanie: Czy to holik?

Raczej nie. „Heroiczne przywództwo” to wartościowa książka, którą polecam wszystkim zainteresowanym tematyką przywództwa i samorozwoju, a także osobom będącym na szczeblach menedżerskich w różnych organizacjach. Bo w tym, co napisał Lowney odnaleźć można wiele niezwykle cennych i istotnych porad oraz wskazówek, które w konsekwencji mogą przyczynić się do zmiany życia na lepsze. Trzeba jednak będzie przez tę książkę przebrnąć, bo nie jest to łatwa lektura. W trakcie czytania wielokrotnie odkładałem ją ze znużeniem i zniecierpliwieniem. Być może jednak potrzebowałem właśnie takiego tempa, by przyswoić sobie to, co Lowney chciał przekazać.

Ocena czytoholika: 3,5 / 5

Masz inne zdanie na temat tej książki? Podziel się nim w komentarzu 🙂

czytoholik

Człowiek wielu zainteresowań, pełen zapału i optymizmu. Prywatnie pasjonat nowych technologii, historii II Wojny Światowej oraz zapalony czytelnik kochający książki. Po godzinach zacięty gracz w squasha i futsal.