Konklawe - Robert HarrisTytuł: Konklawe
Autor: Robert Harris
Data I wydania: 2016
Kolekcja:
Strony: 336

To miała być recenzja zawierająca prawie same superlatywy. Podczas lektury książki Roberta Harrisa pt. "Konklawe" w głowie układały mi się zdania do recenzji, którą miałem napisać tuż po zakończeniu tej wciągającej powieści. W myślach kotłowały się określenia: intrygująca, ciekawa, z wartką akcją, pełna niespodzianek, obfita w szczegóły, otoczona aurą tajemniczości. Aż przyszedł finał i klops. Ale o tym za chwilę.

Konklawe - Robert Harris

To moje pierwsze spotkanie z Robertem Harrisem, znanym chyba przede wszystkim z "Trylogii Rzymskiej" (którą chciałbym w przyszłości pochłonąć), ale również z innych powieści, w których wydarzenia historyczne wplata w wątki swoich książek. Na wielu blogach spotkałem się z ciekawymi recenzjami jego najnowszego dzieła, dlatego z dużymi oczekiwaniami sięgnąłem po "Konklawe". Oczekiwania w dużej mierze zostały spełnione.

Nie jest tak, że tego pragnę, rozumiesz? Nikt zdrowy na umyśle nie może pragnąć papiestwa.

Sam tytuł książki sugeruje, o czym ona jest, dlatego nie będzie zbyt odkrywcze, gdy napiszę, że wydarzenia mają miejsce w okresie "bezkrólewia" w Watykanie, a rozpoczynają się w dniu, w którym umiera papież. Niemal natychmiast po jego śmierci ma miejsce wiele tajemniczych zdarzeń, które bardzo mocno frapują dziekana Kolegium Kardynalskiego, na którego barkach spocząć ma organizacja konklawe. To właśnie z perspektywy kardynała Jacopo Lomelego czytelnik ma możliwość przyjrzeć się całemu procesowi wyboru nowego papieża. Ale zanim nastąpi sam wybór, należy dokonać wszelkich niezbędnych przygotowań, zaprosić wszystkich kardynałów-elektorów z całego świata, by spośród nich dokonać odpowiedniego wyboru. Cała procedura opisana jest w wyjątkowo ciekawy sposób i tu trzeba oddać Harrisowi, że warsztatowo przygotował się bardzo dobrze. Choć, by mieć całkowitą pewność, musiałbym skorzystać z opinii jakiego watykanisty... Jest takowy pośród czytelników tego wpisu? 😉

Konklawe - Robert Harris

Dodatkowym atutem powieści jest bardzo szczegółowy opis poszczególnych zabudowań Watykanu, ich wnętrz i otoczenia. Dzięki temu mogłem niemal przenieść się na miejsce wydarzeń i być uczestnikiem tych wyborów. Dawno z takim zainteresowaniem nie czytałem opisów miejsc, w których miała miejsce akcja. Kaplica Sykstyńska, Dom św. Marty, Pokój Łez i wiele, wiele innych. Całość świetnie oddawała klimat Stolicy Apostolskiej. Harris bardzo szczegółowo opisywał także poszczególne etapy głosowania, umiejętnie wprowadzał łacińskie nazwy, a w dodatku stworzył bardzo ciekawych bohaterów, spośród których osoba zmarłego papieża budzi wiele skojarzeń z obecnym Biskupem Rzymu - Franciszkiem. Ponadto wplata w swoją opowieść postacie historyczne oraz odwołuje się do wielu wydarzeń mających miejsce w ubiegłym wieku. Dodaje to pozoru autentyczności tej fikcyjnej historii.

Jednak najbardziej wciągającym elementem powieści Harrisa jest sam przebieg głosowania. Intrygi, spiski, emocje i zagorzała rozgrywka, które tworzą niezwykle interesującą całość, przyczyniając się do obudzenia w czytelniku zaciekawienia.  Z wielką uwagą śledziłem poszczególne etapy głosowania, ich nieraz dramatyczny rozwój, który ostatecznie, jak na rasowy thriller przystało, musiał zakończyć się sporym zaskoczeniem. A wszystko to oglądane z punktu widzenia kardynała Lomelego, starającego się zachować maksymalny obiektywizm, wsłuchującego się w swoje sumienie w poszukiwaniu tam głosu Boga, a przy tym będącego jednym z potencjalnych kandydatów.

Jeśli zatem wszystko było tak interesujące, skąd moja niska ocena? (Czy to holik?)

Odpowiedzią jest rozczarowująca końcówka. Zakończenie książki zawierało dwufazowe zaskoczenie. Pierwsza faza nie była dla mnie wielką niespodzianką, dość wcześnie przewidziałem wynik konklawe, ale drugi element zaskoczenia faktycznie mnie przerósł. Pytanie tylko czy był w ogóle potrzebny. Dla mnie była to tania zagrywka na sensację. Zagrywka, w efekcie której poczułem jedynie niesmak i ocena książki w ciągu jednej minuty spadła o cały stopień.

Czy jednak ów finał "Konklawe" faktycznie był tak zły, że mógł tak mocno zaniżyć moją ocenę? Pewnie dla części czytelników był tylko kompletną niespodzianką i to faktycznie można by poczytać na plus tej książki. To, że nie znajdzie się chyba nikt, kto przewidział, co się stanie. Dla mnie jednak była to słaba zagrywka na wywołanie szoku (nie cierpię takich), by zyskać rozgłos i to w sposób zupełnie niepotrzebny tej powieści. Bowiem do tego momentu książka Harrisa broniła się sama, swoją pełną detali treścią, intrygującą rozgrywką i ciągłymi niespodziankami. Ostatni raz tak mocno rozczarowało mnie zakończenie "Hannibala" autorstwa, co ciekawe, pisarza o takim samym nazwisku jak w przypadku "Konklawe", Thomasa Harrisa. Coś chyba jest z tymi Harrisami... 😉

Ocena czytoholika: 3,5 / 5

P.S.

To pierwsza przeczytana przeze mnie książka w ramach abonamentu Legimi na Kindle. Długo wyczekiwałem na moment, w którym Legimi wejdzie na czytniki Amazonu i w końcu się doczekałem. Jest niestety miesięczny limit 3 lub 5 książek (w zależności od wybranego abonamentu), które można wgrać na Kindle'a, ale i tak cieszę się z możliwości skorzystania z zasobów (niestety póki co dla Kindle'ów niepełnych) Legimi. Dla mnie jest to korzystne rozwiązanie, bo abonament wziąłem w ramach Czytelni w Play. Gdybym jednak miał skorzystać z normalnej ceny abonamentu, to musiałbym to jednak nieco bardziej przemyśleć. Pozostaje nadzieja, że wraz z upływem czasu i przyrostem osób korzystających z tego rozwiązania, Legimi podejmie decyzję o większej puli książek na miesiąc, zwłaszcza, że na innych czytnikach (inkBook, PocketBook) limitów nie ma. Oby!

Edit: Tuż po opublikowaniu tego wpisu odwiedziłem profil Legimi na fb, skąd dowiedziałem się, że od dziś limit książek na Kindle zwiększa się odpowiednio do 7 i 10. Świetna wiadomość!

Masz inne zdanie na temat tej książki? Podziel się nim w komentarzu 🙂

Człowiek wielu zainteresowań, pełen zapału i optymizmu. Prywatnie pasjonat nowych technologii, historii II Wojny Światowej oraz zapalony czytelnik kochający książki. Po godzinach zacięty gracz w squasha i futsal.
  • Byłem ciekawy Twojej opinii o tej książce, odkąd zobaczyłem, że ją czytasz. Kiedyś wpadła mi w oko w kiosku i byłem bliski jej kupienia, ale coś mnie powstrzymało i do tej pory jej nie czytałem. Mocno mnie ciekawi to co napisałeś o zakończeniu. Skoro dostałeś w mordę, to powinien być to duży plus dla książki, bo wcześniej piszesz, że było przewidywalne i to się sprawdziło, a potem nastąpił bum. Ale jak rozumiem, to końcówka jest ni z gruszki, ni z pietruszki? Tak to mam rozumieć?

    • Trudno jest mi coś więcej napisać, by nie zepsuć ewentualnego efektu. Dużo też zależy od wrażliwości religijnej. W mojej ocenie książka byłaby o wiele lepsza bez tych kilku ostatnich stron, ale to pewnie dlatego, że dla mnie jako katolika finał był po prostu zbyt niesmaczny. Nie lubię takich tanich chwytów mających wywołać sensację :/
      Więcej napisać nie mogę, bo mógłbym zdradzić zbyt wiele 😉

      • To już mnie zaintrygowałeś, bo ja lubię takie klimaty 🙂

        • Nie wiem czy się cieszyć czy wręcz przeciwnie 😉
          Mam nadzieję, że lektura przypadnie Ci do gustu 🙂

  • Marakuja recenzuje

    Czytałam tylko jedną książkę Roberta Harrisa – “Autora widmo” i bardzo mi się podobała; widać, że autor solidnie przygotował się do tematu, którego się podjął. “Konklawe” wpadło mi w oko na półce w księgarni właśnie ze względu na autora. Lubię książki, które zawierają historyczne tło, więc i ta pewnie by mnie zainteresowała 😉
    Pozdrawiam! 🙂

    • To solidne przygotowanie się do tematu wydaje się być wizytówką Harrisa. Jeśli kiedyś znajdziesz czas na “Konklawe”, to życzę Ci, by była to dla Ciebie przyjemna lektura 🙂

  • Czytałam Konklawe niedługo po premierze. Przyznam szczere, że spodziewałam się bardzo ostrego thrillera. Trochę się rozczarowałam. Samo konklawe i kardynalskie intrygi były dopracowane.

    • Zgadzam się – intrygi kardynałów bardzo dopracowane. Rozumiem, że poczułaś się rozczarowana, bo książka była silnie pozycjonowana jako mocny thriller. Mi przypadła do gustu, lecz zakończenie zepsuło cały efekt.

  • Czytałam. Książka jak dla mnie kapitalna mimo dość szokującego zakończenia. Pozdrawiam!

    • Cieszę się, że przypadła Ci do gustu. Ja byłem pod sporym wrażeniem aż do zakończenia, które mi akurat nie przypadło do gustu. Ale dobrze, że Tobie się podobało – w końcu o to chodzi, by wywoływać nieraz skrajne emocje i odczucia 😉